sobota, 3 listopada 2012

Battlefield 3: Siły Pancerne - mini recenzja


Siły Pancerne są trzecim z 5 dodatków DLC do gry Battlefield 3. Pierwszy, powrót do karkand, został bardzo ciepło przyjęty przez graczy. Odświeżone mapki z dwójki zrobiły swoje i sprzedały się jak ciepłe bułeczki. Drugie z rozszerzeń, walka w zwarciu, wkroczyła na grunt od dawien dawna przejęty przez serię Call of Duty. Szybka, dynamiczna akcja nie spodobała się co prawda wszystkim, jednak również i ten dodatek zyskał grono fanów. Trzeci z nich, jak sama nazwa wskazuje, przenosi nas w świat ciężkich pojazdów opancerzonych i wszelakich wehikułów zdolnych do mordowania niezliczonej ilości wrogich żołnierzy. Czy Siły Pancerne zdały egzamin i warto jest wydać na nie około 50 zł?




Na początek opowiem nieco o tym, co owy dodatek oferuje. Po pierwsze, 4 nowe mapy, w tym jedna największa, jaka kiedykolwiek  została stworzona na potrzeby Pola Bitwy. Mowa tutaj o Pustyni Bandar. Niestety, nieco się zawiodłem. Okej, przyznam, mapa jest sporych rozmiarów, jednak mało zróżnicowana. Gdzieniegdzie odnajdziemy jakieś zabudowania bądź pagórki, ale mimo to wieje totalną pustką. Nie raz, przy stanie 64 graczy na serwerze, jeździłem w kółko nawet po kilka minut, nie widząc żadnego przeciwnika. DICE mogło się postarać i dać chociażby więcej pojazdów, ale o tym nieco później. Do pozostałych 3 map - Pancernej Tarczy, Gór Elburs i Doliny śmierci - nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń.   Zostały stworzone z głową  i dają pole do popisu nie tylko pojazdom, ale także piechocie.
Kolejnymi nowościami są wcześniej wspomniane wehikuły.

W Siłach Pancernych do naszej dyspozycji dostaliśmy wiele zabawek, w tym niszczyciele czołgów. Owe cacka potrafią solidnie przywalić wrogim czołgistą i w krótką chwilę rozprawić się z opancerzonym krówskiem. Chyba, że zostaniemy zauważeni pierwsi - wtedy to my możemy zacząć spisywać testament. Dlaczego? Niszczyciele czołgów owszem, mają dużą siłę rażenia, jednak są one niczym innym jak zwykłym transporterem opancerzonym, tylko z nieco większą lufą.

Drugie cacko, które zostało wprowadzone do gry to Kanonierka. Wielki samolot klasy AC-130  jest istną fortecą, zdolną do zdziesiątkowania oddziałów przeciwników. Na swoim pokładzie posiada dwa działka, pierwsze przeznaczone do eksterminacji piechoty lub mniejszych pojazdów takich jak jeppy, zaś drugie, o większym kalibrze, głównie do eliminowania pojazdów. Wydawać by się mogło, że taka maszyna do zabijania będzie niezwyciężona. Na szczęście twórcy dali temu potworowi praktycznie znikomy pancerz, przez co bez problemu dobrze ogarnięty pilot samolotu bądź śmigłowca ściągnie kanonierkę na ziemię. Przyznam jednak szczerze, że i tak zasiadając za jednym z działek, nabijemy sobie naprawdę sporo fragów. Ponadto z pokładu bez problemu możemy przeprowadzić zrzut desantowy zza linię wroga, co daje dodatkowe pole do manewrów.



Trzecia machina to mobilna artyleria. Pojazd przypominający nieco z wyglądu rosyjską katiusze, potrafi mocno namieszać w szykach wroga. Rakiety, którymi strzelamy mają spore pole rażenia, jednak są dość mocno niecelne. Przyznam się bez bicia, że do dnia dzisiejszego nie potrafię wycelować tym ustrojstwem. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze rozstawiona artyleria znacząco wspomoże nas w bojach.
Nie zapomniano także o zwykłych żołdakach, którym do dyspozycji oddano quady. Dzięki tym pojazdom dość szybko dostaniemy się do obranego przez nas celu. Jednak uważać trzeba na snajperów czy inne pojazdy, bardziej opancerzone, bo wystarczy jeden celny strzał i wąchamy kwiatki od spodu.

Wracając do zwykłej piechoty, na dwóch z czterech map ma ona całkowicie przechlapane. Nie chodzi tutaj o to, że się nie przydaje, o co to nie, bowiem kilku inżynierów zawsze jest potrzebnych do naprawy pojazdów czy wsparcia w postaci bazook, jednak często bywa tak, iż nie ma jak dostać się na pole bitwy. Tak jak wcześniej wspomniałem, pojazdów czasami jest jak na lekarstwo, przez co niejednokrotnie będziemy zmuszeni na oczekiwanie respawnu któregoś ze środków lokomocji. Na domiar złego takich jak my jest czasami nawet kilkunastu, przez co zaczyna się istna wojna o to, kto pierwszy wsiądzie. Niejednokrotnie przyłapałem się na rzucaniu bluzgami tylko dlatego, że ktoś przed moim nosem gwizdnął mi czołg. Na szczęście niszczyciele czołgów posiadam dodatkowe 4 miejsca, dzięki czemu ogarnięci gracze mogą zabrać nieszczęśników.

Dość znaczącą rolę piechota odgrywa na mapach Dolina Śmierci i Góry Elburs. Na szczególną uwagę zasługuje ta druga, bowiem to właśnie tam osoby, które nie załapały się na pojazd mogą wręcz czynić cuda. Raz byłem świadkiem, kiedy kolumna czołgów przejeżdżała przez wąskie drogi wśród stromych wzniesień i skał, wpadając w pułapkę. Miny, ostrzał z góry, do tego znalazł się jakiś śmigłowiec bojowy. Ten widok był po prostu epicki mimo tego, iż to właśnie ja wraz z kompanami zostałem tak ostrzelany i wręcz zdziesiątkowany. Po dziś dzień żałuje, że nie nagrałem tego momentu i nie mogę Wam go teraz pokazać. Takie akcje zapadają w pamięć na bardzo, bardzo długo...

Jeżeli chodzi o sam "dezajn" map, to wypadają one naprawdę świetnie. Szczególnie wcześniej wymienione przezemnie Góry Elburs. Przyznam szczerze, że jeszcze chyba nigdy w grze komputerowej nie widziałem aż tak zapierającego dech w piersi widoku. Co prawda Pustynia Donbar jest opustoszała i zbytnio nie miła dla oka, jednak kolejne 3 mapy nadrabiają to z nawiązką.

Reasumując, Siły Pancerne, według mnie i w wersji na PC, są naprawdę godne uwagi. Co prawda w wersji konsolowej, gdzie może grać naraz tylko 24 graczy pustki są jeszcze większe, jednak w recenzowanej przezemnie wersji na poczciwego blaszaka ten problem aż tak nie doskwiera. Myślę, że fani Battlefielda powinni być zadowoleni, bowiem dodatek ten oferuje nam wiele godzin wspaniałej rozgrywki oraz przede wszystkim momentów, które wryją nam się w mózg na dłuższy czas. Czy warto wydać 50 zł? Ja nie żałuje, i jeżeli nie macie w co grać a posiadacie Battlefield 3, to warto zainwestować .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz